Z Pruchnika do Lwowa

Niezliczone zabytki, charakterystyczna atmosfera z nutką nostalgii, gwar wąskich, klimatycznych uliczek, aromatyczny zapach pierników i smak gorącej czekolady to tylko niektóre atrakcje turystyczne dzisiejszego Lwowa- cudownego miasta, które mieliśmy okazję zwiedzić podczas październikowej wycieczki na Ukrainę, zorganizowanej w ramach projektu „Godność, wolność, niepodległość”.

Dla większości uczestników był to pierwszy pobyt w tym magicznym mieście. I chociaż trwał tak krótko, zostawił w pamięci niezatarte ślady, a w sercu niedosyt i chęć powrotu w to niesamowite miejsce. Nawet przejmujące zimno i lodowaty wiatr wiejący na Wzgórzu Królewskim nie zdołał zniechęcić nas do poznawania tajemnic lwowskich zakamarków.

W związku z przypadającą w bieżącym roku setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości nie mogło zabraknąć w programie naszej wycieczki zwiedzania Cmentarza Łyczakowskiego. Spacerując wśród potężnych, jesiennych drzew mieliśmy okazję podziwiać zabytkowe mogiły, zwieńczone pięknymi, artystycznymi rzeźbami, skrywające w swych przepastnych wnętrzach zasłużonych dla polskiej historii i kultury poetów, pisarzy, uczonych. Szczególnie przejmujące były chwile spędzone na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Rzędy białych krzyży spływających łagodnymi kaskadami z cmentarnego wzniesienia  wywarły na nas ogromne wrażenie i skłoniły do refleksji nad trudną i bolesną historią naszego narodu.

Naszą całodniową wędrówkę uliczkami Lwowa zakończyła wizyta w Operze Lwowskiej. Wieczór spędzony w pięknych, zabytkowych wnętrzach opery połączony z udziałem w przedstawieniu, był zwieńczeniem pierwszego dnia naszej wyprawy na Kresy.

Kolejnym jej punktem był oczywiście nocleg… Co po nim pozostało? Mnóstwo zabawnych wspomnień, śmiechów, chichotów, niezliczona ilość rozegranych partii Uno i … podkrążone oczy naszych opiekunek, które z nieznanych nam powodów miały problem z zaśnięciem. Ach ci dorośli! Trudno ich czasem zrozumieć!

Drugi dzień był równie pasjonujący jak pierwszy. Pobudka wczesnym rankiem, szybkie pakowanie, śniadanko i przejazd do pięknego Truskawca leżącego w odległości 100 kilometrów od Lwowa. W okresie przedwojennym był on bardzo popularnym uzdrowiskiem, w którym przebywał sam Józef Piłsudski. Do dziś przyjeżdżają tam liczni turyści i kuracjusze, którzy korzystają z dobrodziejstw wydobywanej tam wody zwanej Naftusia. My również mieliśmy okazję jej skosztować. Refleksje po jej wypiciu… Fanta i Cola mają lepszy smak, ale czego nie robi się dla zdrowia!

Niewątpliwą atrakcją tego dnia była wizyta w delfinarium w Truskawcu. Pokaz tresury delfinów i lwów morskich wprawił wszystkich w zachwyt. Jeszcze długo wspominać będziemy wspaniałe sztuczki i skomplikowane ewolucje wykonywane przez te mądre zwierzaki.

Droga powrotna do Polski prowadziła nas przez Drohobycz, który ważny jest dla nas ze względu na osobę Brunona Schulza, twórcy „Sklepów cynamonowych”. Warto było zatrzymać się w tym miejscu, aby posłuchać ciekawych opowieści o tym nietuzinkowym pisarzu i czasach, w których przyszło mu żyć.

W ten oto sposób dobiegło końca poszukiwanie polskich śladów na Ukrainie. Dowiedzieliśmy się wiele o naszej historii, przeżyliśmy niezapomniane chwile z przyjaciółmi i już czekamy na kolejną wyprawę… Oby nastąpiła szybko, bo nie ma chyba niczego bardziej pasjonującego niż podróże!